Sztuczna inteligencja wdarła się do naszego życia zawodowego z impetem, którego chyba nikt się nie spodziewał. Zmusiła prawników do przedefiniowania pojęć, które przez dekady wydawały się nienaruszalne. Choć algorytmy potrafią dziś napisać kod, przygotować strategię marketingową czy wygenerować fotorealistyczną grafikę, ich status prawny to w wielu przypadkach teren sporny i ziemia niczyja. Jedną z najbardziej jaskrawych ilustracji tego problemu jest sprawa makaka Naruto, który w 2011 roku wykonał sobie słynne selfie. Sąd w USA orzekł wówczas, że zwierzę nie może być autorem w rozumieniu prawa – dziś ta sama logika stosowana jest wobec systemów AI: jeśli małpa nie ma praw do zdjęcia, to algorytm tym bardziej ich nie posiada. A skoro nie algorytm to kto?
Kreatywność? Coś kojarzę…
Wykorzystanie AI przestało być domeną pasjonatów i stało się codziennością w działach marketingu, HR czy redakcjach. Narzędzia te służą nie tylko do prostej automatyzacji, ale do tworzenia całych kampanii reklamowych, analiz tekstowych, a nawet prowadzenia procesów rekrutacyjnych. Przedsiębiorcy chętnie korzystają z generatywnej sztucznej inteligencji, ponieważ pozwala ona na realizację złożonych projektów w znacznie krótszym czasie, co bezpośrednio przekłada się na zyski.
Należy jednak pamiętać, że nadmierne poleganie na AI niesie ze sobą ryzyka, których działy kreatywne często nie dostrzegają. Modele językowe mają skłonność do tzw. halucynacji – potrafią z wielką pewnością siebie zmyślać fakty, dane liczbowe, a nawet nieistniejące orzeczenia sądowe, a przyłapane na kłamstwie – iść w zaparte. W świecie biznesu, gdzie rzetelność informacji buduje zaufanie klienta, bezkrytyczne publikowanie treści wygenerowanych przez Chata może doprowadzić do poważnych wizerunkowych skandali, czego przykładem była książka Teoria spisku, czyli prawdziwa historia świata Karoliny Opolskiej. Gdy czytelnicy odkryli, że zawiera ona zmyślone przypisy oraz charakterystyczne frazy sugerujące użycie popularnych LLM-ów, autorka i wydawnictwo próbowali się bronić, ale ostatecznie książka została szybko i w atmosferze skandalu wycofana ze sprzedaży.
Co to właściwie jest utwór?
Dociekanie natury rzeczy od wieków spędza sen z powiek filozofom – czy krzesło jest krzesłem ze względu na swoją formę, czy funkcję? Czy nadal jest krzesłem, gdy nikt na nim nie siedzi? W prawie autorskim również kluczowe jest zdefiniowanie podstawowych pojęć, takich jak choćby utwór. Według obowiązującej wykładni jest nim każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze. Kluczowym elementem tej definicji jest człowiek – polskie prawo chroni osobisty związek twórcy z jego dziełem.
W przypadku obrazu nikt nie zastanawia się, czy jego autorem jest malarz czy pędzel. Ale takie wątpliwości pojawiają się już w przypadku modeli językowych. Pędzel pozostanie obojętny na polecenie: „namaluj łąkę”. LLM wykona to zadanie. W tym kontekście pojawia się pytanie o status tzw. promptu, czyli polecenia wydawanego AI. Sądy, m.in. Sąd Miejski w Pradze, stoją na stanowisku, że samo polecenie to zazwyczaj jedynie idea lub koncepcja, która nie podlega ochronie prawnoautorskiej. Aby obraz wygenerowany przez AI mógł zostać uznany za utwór, człowiek musi wykazać decydujący, twórczy wpływ na jego powstanie – np. poprzez precyzyjną selekcję, modyfikację wyników i nadanie im indywidualnego charakteru. Krótki prompt typu „stwórz pejzaż w stylu Moneta” to więc za mało, by zostać uznanym za autora. Ale określenie granicy, na której kończy się prompt a zaczyna dzieło, jest niezwykle trudne.
Własność: p. GPT
Największą pułapką dla biznesu jest przekonanie, że treść wygenerowana przez AI należy do firmy. W świetle obecnych przepisów treści stworzone całkowicie autonomicznie przez maszynę trafiają do domeny publicznej. Oznacza to, że konkurencja może je legalnie kopiować i wykorzystywać w swoich celach, a Ty nie masz żadnych narzędzi prawnych, by temu zapobiec, ponieważ prawo nie chroni czegoś, co nie ma ludzkiego autora.
Regulaminy platform takich jak ChatGPT czy Midjourney często zawierają zapisy o „przeniesieniu praw” na użytkownika, jednak jest to swoisty prawny miraż. Regulamin usługi nie może przyznać praw, których nie uznaje prawodawstwo krajowe. Jeśli polska ustawa mówi, że wynik pracy AI nie jest utworem, to zapis w regulaminie OpenAI tego nie zmieni – otrzymujesz prawo do korzystania z treści, ale nie zyskujesz monopolu autorskiego, który mógłbyś obronić przed sądem.
Gruby przekręt, cienki lód
Rozporządzenie unijne ws. sztucznej inteligencji, czyli tzw. AI Act, który zacznie być w pełni stosowany w sierpniu 2026 roku, wprowadza surowe obowiązki przejrzystości. Dostawcy i użytkownicy systemów generujących syntetyczne treści będą musieli wyraźnie oznaczać, że dana grafika, tekst czy dźwięk zostały stworzone przez AI. Jest to szczególnie istotne w kontekście technologii deepfake, która pozwala na tworzenie łudząco realistycznych manipulacji wizerunkiem. O ile lata temu przerabianie zdjęć w programach graficznych było pracochłonne i wymagało specjalistów, dziś każdy za pomocą prostych aplikacji może stworzyć fałszywy film z udziałem prezesa firmy czy polityka.
Deepfake to nie tylko zabawa, ale realne narzędzie oszustw finansowych i dezinformacji, które niszczy reputację budowaną latami. Wykorzystanie wizerunku bez zgody, nawet przy użyciu najnowszych technologii, stanowi naruszenie dóbr osobistych i przepisów o ochronie danych osobowych. Prawo stara się nadążyć za technologią, ale przedsiębiorca musi wiedzieć, że stosując wątpliwe moralnie i formalnie narzędzia, stąpa po cienkim lodzie – każda manipulacja, która może wprowadzić konsumenta w błąd, naraża firmę na dotkliwe kary finansowe i sankcje.
Lepiej to spisz!
Czy sztuczna inteligencja to samo zło? Kiedyś rolnicy mówili tak o kosie, która zastąpiła sierp. Nie chodzi o to, aby zrezygnować z postępu technologicznego, ale o to, by bezpiecznie korzystać ze zdobyczy nauki. Zastosowanie AI w firmowych procesach twórczych wymaga wdrożenia odpowiednich procedur i aktualizacja umów. W relacjach z freelancerami, copywriterami czy grafikami należy wprost określić:
- W jakim zakresie wykonawca może korzystać z AI oraz czy musi o tym informować zamawiającego?
- Kto ponosi odpowiedzialność za ewentualne naruszenia cudzych praw (plagiaty popełnione przez AI)?
- Jakie elementy dzieła są efektem ludzkiej pracy, a jakie zostały wygenerowane?
Kluczem do ochrony interesów firmy jest dokumentowanie procesu twórczego. Warto zachowywać prompty, kolejne iteracje projektu i dowody na postprodukcję dokonaną przez człowieka – im większy wkład ludzki uda się wykazać, tym silniejsza będzie pozycja firmy w przypadku sporu o autorstwo. Każde przedsiębiorstwo powinno posiadać wewnętrzną Politykę Sztucznej Inteligencji (AI Policy), która zdefiniuje zatwierdzone narzędzia, zasady etycznego użytkowania oraz zakaz wprowadzania do modeli publicznych poufnych danych firmy, co chroni przed ich niekontrolowanym wyciekiem.
Grafika: freepik | Magnific