Czy wiesz, że za zbagatelizowanie prawa do bycia offline swoich pracowników, pewna polska firma musiała zapłacić aż 300 tysięcy złotych? Wyrok Sądu Apelacyjnego w Olsztynie stał się głośnym i wyraźnym sygnałem dla pracodawców. Wydawać by się mogło, że w dobie pracy zdalnej granica między życiem prywatnym a zawodowym niemal zanikła, a jednak stróże prawa nie mieli żadnych wątpliwości: odbieranie telefonów w drodze do biura, analiza maili przed śniadaniem czy kończenie zadań wieczorem to pełnoprawny czas pracy, za który należy się wynagrodzenie. Sprawdź, czy to, czego oczekujesz od swoich pracowników, nie ściąga na Ciebie bystrego oka PIP.
Ale szefie, to ty dzwonisz
Zacznijmy od faktów niepodważalnych, bo zapisanych wprost w ustawie. Zgodnie z Kodeksem pracy każdy pracownik ma prawo do co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku w każdej dobie oraz minimum 35 godzin odpoczynku tygodniowego. Jeśli dzwonisz do swojego podwładnego po godzinach, a on odbiera i zaczyna rozwiązywać służbowy problem, formalnie przestaje odpoczywać i przechodzi w tryb pracy nadliczbowej (czyli po ludzku mówiąc: robi nadgodziny).
Sądy coraz szerzej interpretują też lubiane przez pracodawców pojęcie „pozostawania w dyspozycji”. W orzecznictwie widać trend do uznawania za czas pracy nie tylko godzin spędzonych przy biurku, ale też każdej aktywności podjętej na polecenie przełożonego. Co istotne, nawet popularny w branży IT zadaniowy czas pracy nie daje szefowi prawa do nielimitowanego dzwonienia wieczorami – zadania muszą być tak zaplanowane, by dało się je wykonać w ramach ustawowych norm.
Jeżeli pracownik nie pełni oficjalnego dyżuru i nie otrzymał wyraźnego polecenia służbowego, ma pełne prawo nie odebrać telefonu od szefa w czasie wolnym. Jego dostępność po godzinach nie jest domyślnym obowiązkiem wynikającym ze stosunku pracy, a ignorowanie służbowych powiadomień wieczorem nie może wiązać się z negatywnymi konsekwencjami, takimi jak utrata premii czy dezaprobata przełożonych.
Kilku domorosłych rekinów biznesu pewnie właśnie się zasmuciło. Na pocieszenie warto dodać, że istnieją pewne specyficzne sytuacje, w których pracownik ma jednak prawny obowiązek odebrania telefonu lub pozostawania w kontakcie po godzinach:
- Pełnienie dyżuru pracowniczego – gdy pracownik został zobowiązany do pozostawania w gotowości do pracy w wyznaczonym miejscu i czasie.
- Konieczność prowadzenia akcji ratowniczej – w celu ochrony życia lub zdrowia ludzkiego.
- Ochrona mienia lub środowiska – w sytuacjach nagłego zagrożenia zasobów firmy.
- Usuwanie nagłych awarii – gdy incydent techniczny uniemożliwia funkcjonowanie organizacji.
- Zarządzanie zakładem pracy – w przypadku kadry kierowniczej najwyższego szczebla, choć ich prawo do odpoczynku również podlega ochronie.
Czy UE coś z tym zrobi?
Unia Europejska dostrzegła, że hustle culture (która po polsku dorobiła się arcyciekawego choć nieparlamentarnego odpowiednika) prowadzi do systemowego zatarcia granic prywatności, dlatego Parlament Europejski przyjął specjalną rezolucję dotyczącą prawa do bycia offline. Rekin z poprzedniego nagłówka właśnie uśmiechnął się pod wąsem – rezolucja to nie prawo, a rekomendacja. Ale i na oficjalne przepisy przyjdzie wkrótce pora. Nadchodzące regulacje wymuszą na państwach członkowskich wprowadzenie minimalnych norm, które zagwarantują pracownikom możliwość całkowitego odłączenia się od cyfrowych narzędzi pracy bez ryzyka odwetowych działań ze strony pracodawcy. Dyrektywa ma zobowiązać firmy do wdrożenia obiektywnych i niezawodnych systemów pomiaru czasu pracy, co ma ukrócić bezpłatną dostępność „pod telefonem”.
Proponowane przepisy zakładają, że pracodawcy będą musieli jasno określić zasady komunikacji wieczornej i weekendowej, w tym wprowadzić techniczne rozwiązania ułatwiające odłączenie, jak np. automatyczne wstrzymywanie wysyłki maili. Kraje takie jak Francja czy Włochy już wprowadziły podobne zapisy do swoich porządków prawnych, a unijna dyrektywa ma jedynie ujednolicić ten standard w całej wspólnocie. Koniec wieczornego lajkowania czerstwych dowcipów dyrektora produkcji na grupowym komunikatorze.
Szpieg z Krainy Serwerów
Chcesz ukryć fakt naginania prawa? Nie będzie to łatwe, zwłaszcza przy pracy zdalnej. Każdy log w systemie jest śladem aktywności, który może zostać użyty w sądzie jako dowód wykonywania pracy. Bilingi telefoniczne, logowania do serwerów VPN czy aktywność w komunikatorach po godzinach pozwalają precyzyjnie ustalić, czy pracownik faktycznie odpoczywał, czy realizował zadania.
W drugą stronę to już nie takie proste – analiza działalności pracownika po godzinach ma swoje ścisłe granice prawne. Pracodawca nie może monitorować lokalizacji pracownika (np. przez GPS w telefonie służbowym) ani jego prywatnej aktywności, gdy ten nie świadczy pracy. Monitoring powinien być proporcjonalny do celu i nie może mieć charakteru natrętnego, co oznacza, że szpiegowanie pracowników w ich czasie wolnym jest po prostu niedopuszczalne.
Z drugiej strony, jeśli pracownik twierdzi, że pracował w nadgodzinach, należycie zabezpieczone logi komputerowe mogą stać się jego najsilniejszym argumentem w walce o zaległe wynagrodzenie. Nowe technologie to broń obosieczna.
FOMO, JOMO i cyfrowy detoks
Nieustanna dostępność cyfrowa prowadzi do zjawiska technostresu, czyli zespołu objawów psychofizycznych wynikających z przeciążenia technologią. Pracownicy żyjący w ciągłym lęku przed przeoczeniem ważnej wiadomości (czyli jednego z wariantów zjawiska FOMO – Fear of Missing Out) są znacznie bardziej narażeni na wypalenie zawodowe, przewlekły stres i bezsenność. Długotrwały brak „odłączenia” skutkuje spadkiem energii życiowej oraz poczuciem osamotnienia, nawet jeśli pracownik bierze udział w dziesiątkach spotkań online dziennie.
Rozwiązaniem promującym dobrostan jest przejście w stronę JOMO (Joy of Missing Out), czyli czerpania radości z bycia poza zasięgiem i świadomego cyfrowego detoksu. Pracodawcy, którzy dbają o zdrowie psychiczne zespołów, powinni promować kulturę, w której brak odpowiedzi po 17:00 jest traktowany jako przejaw profesjonalizmu i dbałości o higienę pracy. Niemożliwe? Tylko dla tych, którzy nie rozumieją potężnego wpływu odpoczynku na wydajność pracowników. Firma ubezpieczeniowa Aetna wprowadziła… premie pieniężne za regularne przesypianie co najmniej 7 godzin na dobę! Sen był rejestrowany przez urządzenia monitorujące aktywność. Czekamy na polskiego pioniera takiego rozwiązania.
Grafika: Freepik | Magnific